Tematyka: Dedykowane księżnej hrabinie de Soissons olbrzymie wydanie dzieł wszystkich św. Bernarda z Clairvaux. Po dedykacji i wstępie znajduje się obszerny życiorys Autora. Po nim następuje zasadnicza część dzieła z traktatami i kazaniami św. Bernarda, m.in. O miłowaniu Boga, O obowiązkach biskupów, O stopniach pokory i pychy.
Im jaśniej widzi się Boga, tym bardziej widoczny staje się własny grzech i niedoskonałość. Widok taki jest łaską, ponieważ daje nam szanse zobaczyć, gdzie powinnyśmy się poprawić.
Każdy papież jest "szczytem łańcucha pokarmowego Kościoła" i wypadkową duchowieństwa, Jakich mamy duchownych, takich i papieży.
Aby ewentualnie kiedyś wizji intelektualnych dostąpić, jak Bóg da, należy oczyścić wyobraźnię i umartwiać wzrok nie przyswajając niepotrzebnych obrazów.
Dziecko zrozumie, że ciekawość jest czymś złym, czego lepiej unikać. Kiedy będzie starsze i zauważy u siebie ciekawość, poczuje się winne, a może nawet przestraszone, bo oto pierwszy stopień do piekła ma już za sobą. Nie będzie rozważało co Bernard z Clairvaux miał na myśli, pisząc swoją rozprawę:” O stopniach pokory i
makalah hormat dan patuh kepada orang tua dan guru. W: STUDI SU SAN BERNARDO DI CHIARAVALLE NELL’OTTAVO CENTENARIO DELLA CANONIZZAZIONE, ROMA 1975, SS. 9- 12. TŁUM. Z WŁOSKIEGO FR. IGNACY ROGUSZ I. BIOGRAFIA Źródłami, które pozwalają poznać życie Bernarda są jego dzieła, Vita prima s. Bernardi, zredagowane od 1145 do 1166 (ed. PL 185, 225-368) i liczne świadectwa współczesne. Urodzony w Fontaine, blisko Dijon (Francja) jako potomek Tecelina Saura i Alety z Montbardów, w rodzinie średnioszlacheckiej. Około 1098 roku powierzony kanonikom St. Vorles z Châtillon, którzy podjęli się jego edukacji. W 1111 roku zdecydował wycofać się do Cîteaux, naśladowany przez braci i przez wuja, którzy wstąpili tam na początku 1112 roku. W czerwcu 1115 roku Stefan Harding wysłał go, aby ufundować Clairvaux, które ze swojej strony założyło pierwszą filię Trois-Fontaines w 1118 roku i drugą Fontenay w 1119 roku: w ten sposób, przed swoją śmiercią św. Bernard ufundował, zaludnił czy też afiliował do zakonu 164 klasztory. Uczestniczył aktywnie w synodzie Templariuszy i w Etampes w 1130, na którym zbliżył zgromadzonych do Innocentego II zamiast do antypapieża Anakleta II. Towarzyszył papieżowi we Francji w latach 1130-1131; udał się, aby bronić jego sprawy u szlachty z południowej Francji w 1132; na żądanie papieża udał się do Pizy w 1133 roku. Interweniował w jego imieniu w Genui i w innych miastach Italii oraz towarzyszył papieżowi w drodze do Rzymu. W 1135 uczestniczył w Sejmie Bambergii, w synodzie w Pizie i udał się do Italii z północy, aby bronić sprawy Innocentego II. W 1137 przybył wezwany do Rzymu przez papieża i przez kardynałów, wrócił potem z powrotem do Clairvaux, a w 1138 przyczynił się do zakończenia schizmy. W 1140 przemawiał do studentów paryskich i miał udział w decyzji na synodzie w Sens ogłaszającej błędy Abelarda. W 1145 udał się do południowej Francji, aby zwalczać błędy Piotra z Bruys i jego ucznia Henryka. Od 1146 do 1147 podróżował po Francji i Niemczech, ażeby przygotowywać tam drugą krucjatę. W kwietniu 1148, na dalszej części synodu w Reims, żądał potępienia błędów przypisywanych Gilbertowi Poretańskiemu. Na wiosnę 1153 roku Bernard chory udał się do Loreny, aby rozwiązać konflikt. Zmarł w Clairvaux 20 sierpnia 1153 roku. II. DZIEŁA Około 500 listów napisanych pomiędzy 1116 i 1153, z których corpus oficjalnie został wydany w Clairvaux w 1145. Liczne kazania na święta, zebrane w większej części przez samego Bernarda w kolekcję, która tworzy komentarz na rok liturgiczny; do nich dodane są 125 kazania De diversis (na różne okazje), trzy serie Sententiae i 8 Parabolae. Jedna seria 86 kazań Super Cantica Canticorum (Do Pieśni nad pieśniami), zapoczątkowana w 1135, wydawana w kolejnych różnych zbiorach i pozostawiona niedokończona. Traktaty: De gradibus humilitatis et superbiae (O stopniach pokory i pychy), przed 1124-1125; Apologia dedykowana Wilhelmowi z Saint-Thierry i skierowana przeciw nadużyciom przypisywanym Cluny, około 1124-1125; De diligendo Deo (O miłowaniu Boga), pomiędzy 1126 a 1141; De gratia et libero arbitrio (O łasce i wolnej woli), pomiędzy 1126 i 1135; De praecepto et dispensatione (O regule i dyspensie), przed 1143-1144; Vita sancti Malachiae, biskupa Armagh w Irlandii pomiędzy 1148 i 1152; pięć ksiąg De consideratione (O rozważaniu), dedykowane papieżowi Eugeniuszowi III, pomiędzy 1148 a 1153. Inne mniejsze dzieła, wśród nich Prologus in antiphonarium, pomiędzy 1135 i 1147. III. CHARAKTER I FUNKCJA HISTORYCZNA Święty Bernard miał naturę nadzwyczaj bogatą w różnego rodzaju dary. Delikatnego zdrowia, ale pełen energii, posiadał charakter bardzo odważny, dążący do dominacji. Dowiódł swoich kompetencji na wielu różnych polach takich, jak architektura, malarstwo, muzyka, poezja, literatura, teologia. Łaska uczyniła użytecznym te talenty na pożytek odnowienia monastycyzmu i reformy Kościoła. Ale św. Bernard rozumiał, że były wyniesione z jego temperamentu lub z nadużywania jego zdolności przekonywania i z jego wpływu; niekiedy był ich świadomy i ukazywał je jako strapienie, mówił o sobie samym z humorem, nawet z ironią albo z pokorą, co czyni go przez to osobowością tak bardzo ludzką i a przy tym człowiekiem Bożym, świętym. Najlepszym wprowadzeniem do nauczania św. Bernarda pozostaje S. Bernard théologien, Roma (Analecta S. Ord. Cist. IX, 3-4) 1953. Jego wpływ udzielał się w wielu różnych dziedzinach: w nauce o życiu monastycznym w ogólności i w szczegółach, w znaczeniu Reguły i autorytetu opackiego; w interpretacji teologicznej fenomenu cysterskiego; w reformie zakonów monastycznych i kanonicznych; w usprawiedliwieniu zakonu templariuszy; w skutecznym rozpowszechnianiu zakonu cysterskiego, a zwłaszcza Clairvaux i jego fundacji. Interesował się również reformą cysterskiej liturgii. Wiele razy zwracał się do książąt i do dostojników kościelnych, aby rozwiązać konflikty i nadać trony biskupie mnichom cysterskim czy mnichom z Clairvaux. Zaproponował naukę o ograniczonej przemocy i swój wkład w różne wojny epoki. Zaproponował reformę kleru, dostojników kościelnych i kurii rzymskiej. Przez 25 lat św. Bernard był, bez żadnych wątpliwości, najważniejszą osobowością Kościoła swojego czasu. IV. NAUCZANIE Bernard wyłożył rozległą teologię, odnoszącą się w największej części do tematów rozważanych w jego czasach, ale jego sposób traktowania problemów jest zawsze „monastyczny” w tym znaczeniu, że wywodzi je z refleksji, którą mnich czyni opierając się na własnym doświadczeniu duchowym i na refleksji ze środowiska, które lepiej zna, aby wydobyć stamtąd lekcje, które miałyby wartość uniwersalną. Zaczyna od stwierdzenia, że człowiek czuje się głęboko grzesznikiem, ale poprzez wiarę, wie, że przebaczono mu, że został odkupiony przez Chrystusa, którego Duch może odnowić w nim obraz Boży, który grzech zaciemnił, ale nie zniszczył. Asceza polega na wolnej zgodzie własnej woli z tym dziełem odnowienia: w tym realizuje się naśladowanie Chrystusa. Uczestnictwo w sakramentach nadaje takiemu wysiłkowi zbawienną skuteczność. Medytowaniem Pisma Świętego, ascezą tworzy warunek dla postawy miłosnej w obecności Bożej, która wyraża się w modlitwie i może prowadzić do doświadczenia ekstazy albo wyjścia z siebie, które niekiedy owocuje potrzebą komunikowania się z innymi w jakiejś formie działalności apostolskiej. Bernard względnie mało mówi o Najświętszej Maryi Pannie i o człowieczeństwie Chrystusa, ale nieliczne fragmenty, które im dedykuje są tak piękne, że od dawna, Bernard został zapamiętany jako „Doktor Maryjny” i jako „Doktor pobożności człowieczeństwa Chrystusa”. Te tytuły opierają się na pismach nieautentycznych, jemu późniejszych, łatwiejszych w lekturze od pism Bernarda i które były przekazywane pod jego imieniem. Bernard jest „Doktorem Miodopłynnym” w sensie tradycyjnym tego terminu, który według obrazu zaczerpniętego od Orygenesa oznaczał tego, który miał dar „wydobywania” z lektury Pisma Świętego, sensu duchowego. Cała nauka św. Bernarda jest zbudowana na Piśmie Świętym, zwłaszcza na św. Janie i św. Pawle, dalej na Ojcach greckich i łacińskich, w szczególności na Orygenesie, św. Augustynie i św. Grzegorzu. Jego nauczanie ogólnie nie jest systematyczne, ale jest gęste, głębokie, oryginalne, daje mu prawdziwie zasłużony tytuł teologa. Również jego styl jest całkowicie karmiony Biblią i wylewa się z jego poezji. Jest jednocześnie nadzwyczaj osobisty, bogaty w każdy gatunek sztuki literackiej, niekiedy najbardziej wyszukany. Temu w wielkiej mierze zawdzięcza się rozpowszechnienie i sukces pism św. Bernarda. I ŻYWOTNOŚĆ Sława św. Bernarda była tak wielka, począwszy od jego czasów, że jeszcze przed śmiercią przewidział swoją przyszłą kanonizację i nakazał napisać swój życiorys, którego pierwsza księga została zredagowana przez Wilhelma z Saint-Thierry, który uprzedził go w śmierci. Kanonizacja św. Bernarda była przygotowywana od 1155 i uzyskana przez papieża Aleksandra III w 1174 roku. Dzieła św. Bernarda nie przestały być kopiowane – pozostaje ich więcej niż 1500 manuskryptów – a później drukowane, tłumaczone, studiowane. A. Wilmart mógł napisać, że „opat z Clairvaux wywarł, poprzez swoje pisma, wpływ nieporównywalny. Sam św. Augustyn, który pozostawił dużo więcej dzieł, jest daleki od tego, by mieć jednakowe szczęście”, a H. Bremond mógł powiedzieć o św. Bernardzie jako o „człowieku wyjątkowym, którego przeżywamy przynajmniej tak jak św. Augustyna”. Przyjaciele i wrogowie Kościoła nie przerwali cytować go i przyzywać jego autorytetu, do mniej lub bardziej słusznych pretensji, na korzyść swoich idei. Historia jego wpływu po śmierci, wielokrotnie opowiadana, jest nadzwyczaj bogata a liczne studia, które jemu są poświęcone, również dzisiaj ukazują aktualność jego orędzia. VI. BIBLIOGRAFIA L. Janauschek, Bibliographia bernardina, Wiedeń 1891 (przedrukowana w Hildesheim w 1959) wskazywała 2761 tytułów do 1890 roku. Jean de la Croix Bouton, Bibliographie bernardine (1891-1957), Paryż 1958, dodawała 1072 tytuły. E. Manning, Bibliographie bernardine (1957-1970), w „Documentation Cistercienne”, vol. 6, Abbaye Saint-Rémy, dodaje 225 tytułów. J. Leclercq, Saint Bernard in our times, Oxford 1973, wskazał dodane do 1972 roku. J. Leclercq, Bernard de Clairvaux, Desclée, 1989. Jean Leclercq we współpracy z C. H. Talbotem i H. Rochais’m opublikował krytyczną edycję dzieł św. Bernarda z Clairvaux Sancti Bernardi opera (Editiones Cistercienses). Pierwszy z ośmiu tomów ukazał się w 1957 a ostatni w 1977 roku. Stanisław Kiełtyka, Święty Bernard z Clairvaux, Kraków 1983. Etienne Gilson, La théologie de S. Bernard, Paris 1934.
ks. Marek Wójtowicz SJŚwięty Bernard urodził się w rodzinie burgundzkiej szlachty w 1090 r. na zamku Fontaines pod Dijon we Francji. Uczęszczał do szkoły prowadzonej przez księży w St. Vorles. Mając wiele talentów i naturalnych zdolności, był otwarty na działanie Boga. Gdy był małym dzieckiem, w uroczystość Bożego Narodzenia, ukazała mu się Maryja z Dzieciątkiem Jezus. To doświadczenie niezwykłej czułości wobec Maryi i Jej Syna pozostało w nim żywe do końca życia. A kiedy zmarła jego matka – miał wtedy 17 lat – spontanicznie oddał się pod opiekę Matki Bożej. W tym czasie odkrył, że Bóg wzywa go do służby w swoim Kościele. Wśród cystersów Mając 22 lata, wstąpił do ubogiego klasztoru w Citeaux, w którym panowały Boży Duch i surowa dyscyplina. Dołączyło się do niego trzydziestu rówieśników. Wśród nich byli jego czterej bracia i dwaj wujowie, których przez kilka miesięcy przygotowywał do życia wspólnotowego. Wszyscy oni mieli jedno serce i jednego Ducha. Od początku nowicjatu Bernard prowadził głębokie życie duchowe, wiele się modlił, rozważał Pismo Święte, czytał dzieła Ojców Kościoła i umartwiał się, często poszcząc. Na co dzień doświadczał, jak bardzo Bóg go miłuje, a on sam stawał się coraz bardziej łagodny wobec innych. Pomimo słabego zdrowia opat klasztoru św. Stefan Harding wysłał go z dwunastoosobową grupą do nowej placówki cysterskiej w Clairvaux (Jasna Dolina). Mając zaledwie 25 lat, został tam opatem. W 1115 r. Bernard przyjął święcenia kapłańskie. Bardzo dbał o powierzoną mu wspólnotę zakonników. Przyjaźń z biskupem Paryża, a także jego szlacheckie pochodzenie przyczyniły się do założenia nowych fundacji cysterskich na terenie całej Francji, a nieco później także w innych krajach Europy, również w Polsce. Owocowanie Clairvaux Posługę opata Bernard spełniał przez 38 lat, zakładając kolejne klasztory. Pod koniec jego życia było ich 300, w tym klasztor założony w Jędrzejowie. Opat bronił autorytetu kolejnych papieży, zwalczając błędy katarów oraz filozofów ówczesnego czasu, głównie Abelarda. Wspierał prawowicie wybranego papieża Innocentego II, podróżując przez siedem lat po całej Europie, by spotkać się z królami, nakłaniając ich do posłuszeństwa nowemu papieżowi. Prowadził też bogatą korespondencję z wybitnymi teologami i myślicielami swej epoki, np. św. Robertem i św. Stefanem. Bernard był człowiekiem bardzo rozmodlonym, umiał łączyć głęboką myśl filozoficzną i teologiczną z osobistym doświadczeniem mistycznym. Gdy brakowało mu czasu na modlitwę w ciągu dnia, poświęcał nocne godziny na rozmowę z Bogiem. Miał wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej i nieraz na sam widok krzyża zalewał się łzami. Często widziano go, jak serdecznie rozmawia z Ukrzyżowanym Panem. Na polecenie papieża Eugeniusza III św. Bernard ogłosił II krucjatę krzyżową, by bronić dziedzictwa chrześcijańskiego, które było zagrożone przez inwazję islamu. Wspierał też powstanie zakonu templariuszy, którzy mieli bronić pielgrzymów nawiedzających Ziemię Świętą przed napadami i stać na straży Grobu Chrystusa w Jerozolimie. Opat z Clairvaux pozostawił Kościołowi odnowioną teologię, bo czerpał dla niej inspiracje z Biblii i najwybitniejszych Ojców Kościoła. Napisał wiele rozpraw teologicznych, z których najważniejsze to: O łasce i wolnej woli, O stopniach pokory i pychy, Księga o miłowaniu Boga. Do dzisiaj możemy czerpać też z jego mądrych rad ascetycznych, jakie skierował do swojego ucznia, który został papieżem, przyjmując imię Eugeniusza III. Bernard pozostawił po sobie wiele kazań i komentarzy biblijnych, do Pieśni nad pieśniami. Pośród niezliczonych listów zachował się również list napisany do biskupa krakowskiego. Kazania o Matce Bożej W kazaniach św. Bernarda można odkryć wielką miłość i przywiązanie do Maryi. Niektóre teksty zamieszczono w brewiarzu. Do dzisiaj pozostajemy zadziwieni bezpośredniością, z jaką zwracał się do Niepokalanej. Rozważając tajemnicę zwiastowania, przynaglał Maryję: Odpowiedz więc, Dziewico, co prędzej, odpowiedz aniołowi i nie zwlekaj; odpowiedz mu, a przez niego i Panu. Wyrzeknij słowo i przyjmij Słowo; wypowiedz swoje i pocznij Boże; rzeknij słowo, które przemija, a posiądź to, które jest wiekuiste. Czemu się ociągasz? I czemu się lękasz? Uwierz, wyznaj i przyjmij. Niech pokora nabierze śmiałości, a powściągliwość ufności. Choć nie przystoi, aby dziewica, będąc niewinną, zapomniała o roztropności, to jednak tutaj, Dziewico roztropna, nie lękaj się śmiałości. Miła jest powściągliwość milczenia, lecz teraz bardziej konieczne jest słowo zmiłowania. W kazaniu na Boże Narodzenie św. Bernard zachęca nas, byśmy całym sercem i duszą, całą głębią naszego uczucia uczcili Maryję. Zapewnia nas, że Maryja zawsze i wszędzie czuwa nad nami, wspiera chwiejnych, budzi wiarę, umacnia nadzieję, rozprasza zwątpienia, podnosi małodusznych. Ona jest naszą pośredniczką do Syna, a przez Niego do Ojca. Dlatego kaznodzieja zachęca: Wzywaj Maryję! Jak i ty została Ona stworzona, ale czysta od wszelkiej skazy, w swym istnieniu jedyna i niepowtarzalna. Nie waham się powiedzieć, że i Ona zostanie wysłuchana, bo całkowicie jest oddana i uległa Panu. I z całą pewnością Syn wysłuchuje Matkę, a i Syna wysłucha Ojciec. Ukochani! Przez Nią grzesznicy mają dostęp do Boga, Ona jest naszą jedyną otuchą, w Niej pokładamy całą naszą nadzieję. Bo czyż może Syn odrzucić prośby Matki, czyż może pozostawić je nie wysłuchane? Czyż może Syn pozostać głuchy na błagania Matki i czyż On sam może nie być wysłuchanym przez Boga? Nic podobnego! „Znalazłaś łaskę u Boga” – mówi anioł do Maryi. Jakie to szczęście. Zawsze znajduje Ona łaskę u Pana, a tylko tej łaski potrzebujemy. Opat z Clairvaux odszedł do Pana 20 sierpnia 1153 r. Został kanonizowany przez papieża Aleksandra III. Pius XIII ogłosił św. Bernarda doktorem Kościoła. *** Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka. Twej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi. Tą ufnością ożywiony, do Ciebie, o Panno nad pannami i Matko, biegnę, do Ciebie przychodzę, przed Tobą jako grzesznik płaczący staję. O Matko Słowa, racz nie gardzić słowami moimi, ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj. Amen. św. Bernard z Clairvaux
1. CiekawośćChodzi tu o niepotrzebne interesowanie się bliźnimi. Niepotrzebne, czyli nie będące ani wzywaniem pomocy, ani jej udzielaniem.+
O stopniach pokory o pychy, św. Bernard z Clairvaux Św. Bernard z Clairvaux – O stopniach pychy (3 z 19) By Traditio et Fides 19 lutego, 2019 Posłuchaj Osobisty pogląd Bernarda o buncie Serafina (1 z 3) 31. Również i ty, „pieczęci podobieństwa” (Ez 28, 11-13), umieszczony zostałeś nie mówię w raju, ale w rozkoszach raju Bożego. Czegóż jeszcze chcesz szukać? Pełen mądrości i promieniujący pięknem, nie szukaj rzeczy za wysokich dla ciebie, a potężniejszych nie dociekaj (por. Syr 3, 22). Pozostań na tym, czym jesteś, abyś nie upadł niżej, sięgając po rzeczy wyższe i wspanialsze od ciebie. Dlaczego więc zerkasz ku północy (por. Iz 14, 13)? Już cię widzę, jak z nadmierną ciekawością spoglądasz na niedosięgłe dla ciebie wysokości. „Wywyższę — mówisz — stolicę moją w stronach północnych”. Podczas gdy inni mieszkańcy nieba stoją, ty sam usiłujesz siedzieć, zakłócasz bratnią zgodę oraz pokój całej ojczyzny niebieskiej, a nawet o tyle, ile jest go w tobie, pokój Trójcy Świętej. Dokąd to, nędzniku, prowadzi cię twoja ciekawość? W niepojętym zuchwalstwie gorszysz współobywateli królestwa niebieskiego i znieważasz samego Króla. „Tysiąc tysięcy służy Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stoi przed Nim” (Dn 7, 10), tam, gdzie nikt nie siedzi, prócz Tego, który ma tron nad Cherubinami, a służą Mu wszyscy. Ty zaś wynosisz się nad wszystkich, szukasz i dociekasz, sam nie wiem czego, i usiłujesz budować dla siebie tron niebieski, aby być podobnym Najwyższemu. W jakim celu? W czym pokładając nadzieję? Zmierz, szaleńcze, swe siły, rozważ koniec, wymyśl sposób! Najwyższy wie, czy nie wie, na co się ważysz? Chce, czy nie chce tego? Bo jakże Ten, którego wola jest najwznioślejsza i rozum najdoskonalszy, mógłby chcieć zła, jakie knujesz, albo mógł o nim nie wiedzieć? Może myślisz, że wprawdzie sprzeciwia się złu i wie o nim, lecz nie może mu przeszkodzić? Ale chyba nie wątpisz, że zostałeś stworzony? Nie sądzę zatem, że mógłbyś powątpiewać we wszechwiedzę, wszechmoc i dobroć Stwórcy, który zechciał z nicości powołać cię do życia, i to tak pięknego, tak zachwycającego. Jak możesz myśleć, ze Bóg zgodziłby się na coś, co sprzeciwia się Jego woli, a co mógłby oddalić? A może widzieć mam, jak spełnia się w tobie, a w każdym razie bierze od ciebie początek to przysłowie, które po tobie i za twoją sprawą przyjmie się w świecie wśród twoich naśladowców: „Pan, który nie sprawuje władzy, wychowuje sobie buntowników” (por. Prz 29, 21). Czy oko twe gorszy się, że Pan jest dobry? A że z jego dobroci niegodziwie uczysz się dufności, stajesz się wobec Jego wiedzy bezwstydny i wobec Jego potęgi zuchwały! 32. Oto, niegodziwcze, twoja myśl, oto nieprawość, którą obmyślasz w łożu swym: „Czy Bóg chciałby zniszczyć własne dzieło? Wiem wprawdzie, że przed Nim nic się nie skryje, najmniejsza myśl moja, ponieważ jest Bogiem. I nie podobają Mu się moje myśli, gdyż jest prawy. A nawet gdyby chciał tego, nie uniknę Jego karzącej ręki, ponieważ jest potężny. Czy jednak mam się lękać? Nie! Jeżeli bowiem jest dobry i nie może Mu się podobać zło we mnie, to tym bardziej w Nim samym. Zło we mnie polega na usiłowaniu czegoś przeciwnego Jego woli; zło w Nim objawiłoby się zemstą. Tak więc, nawet gdybym zawinił wobec Niego — On nie chciałby i nie mógłby się mścić, tak jak nie chce i nie może wyrzec się swej dobroci”. Nędzniku, siebie oszukujesz, siebie samego okłamujesz, a nie Boga! Siebie — powtarzam — oszukujesz! „Sobie kłamie nieprawość” (por. Ps 26, 12), nie Bogu. Wprawdzie postępujesz chytrze, ale On wszystko widzi. Nie Boga więc, a siebie zwodzisz. A ponieważ posługujesz się wielką jego względem ciebie dobrocią, aby obmyślać przeciwko Niemu najwstrętniejsze zło, słusznie swoją nieprawością ściągasz na siebie jego wrogość. Jakaż bowiem może być większa nieprawość nad tę, że gardzisz Stwórcą z tego względu, dla którego winieneś Go jak najbardziej miłować? Jakiż grzech może być porównany z tym, że wierząc w Jego potęgę, która cię stworzyła i może cię zniszczyć, liczysz na Jego nadzwyczajną dobroć i spodziewasz się po niej, że nie zechce się mścić, choć mógłby? Tak więc za dobro odpłacasz się złością, a za miłość nienawiścią. Related Możliwość komentowania dla zalogowanych użytkowników. Podobne Rodzinna miesięczna Do 6 osób Rodzinna roczna Do 6 osób Przelewem Przelewem za 3 Miesiące Indywidualna 90,00 zł Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora Subskrybuj Przelewem za 6 Miesiący Indywidualna 180,00 zł Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora Subskrybuj Przelewem za 12 Miesięcy Indywidualna 330,00 zł Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora Subskrybuj
Proces schodzenia po stopniach pychy opisał szczegółowo w XII w. św. Bernard z Clairvaux w traktacie „O stopniach pokory i pychy”. Mówi tam o tym jak pewni ludzie „schodzą” po stopniach pychy osiągając wreszcie stan „śmierci duszy”. Człowiek „umarły na duszy” – „żywy trup” zaczyna się „rozkładać” tracąc powoli, ale nieubłagalnie to, co można nazwać resztką jego człowieczeństwa, stając się coraz bardziej „trupem” i to tak dalece, stwierdza wielki Doktor Kościoła, że aż, w pewnym momencie „już cuchnie”. Ten stan jest czymś najgorszym, co może nas spotkać, szczytem nieprawości i niegodziwości, a zarazem nieodwracalną, całkowitą degeneracją duchową i moralną człowieka. W jaki sposób dochodzi do tej degeneracji? Św. Bernard wyróżnia dwanaście etapów tego procesu. l. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła Każdy z nas, mówi św. Bernard, musi, przede wszystkim, poznać samego siebie i „dojrzeć własną nędzę”. Musimy przecież wiedzieć kim jesteśmy, co się w nas i co się z nami dzieje, dokąd zmierzamy, gdzie chcemy zmierzać, dokąd powinniśmy zmierzać. Musimy wiedzieć. co powoduje, że jesteśmy wolni, a co nas zniewala. co nam służy, a co nas niszczy, kiedy wzrastamy a kiedy się degenerujemy. Musimy znać swoje braki. wady. słabości i błędy. Potrzebne jest to nam do odnalezienia własnego miejsca w życiu, do znalezienia się w każdej sytuacji, do uniknięcia nieszczęścia. Przykrości, kompromitacji. Potrzebne jest to nam również po to, byśmy mogli pracować nad sobą. doskonalić się, posuwać się do przodu, a nie do tyłu, w górę, a nie w dół. Musimy być w ciągłym kontakcie z prawdą o nas samych, by móc sprawować nad sobą kontrolę i nad wszystkim tym co robimy. Człowiek jest istotą niedoskonałą. Jego możliwości są bardzo ograniczone. Jest też ograniczony czasem i przestrzenią. Jego „pojemność” jest zatem niewielka. Musi więc bardzo roztropnie gospodarować swoim „potencjałem”. Jeśli uczyni jedną „inwestycję” nie uczyni innej. Musi zatem wybierać jedno kosztem drugiego. Wybór taki jest często bardzo ograniczony. Niekiedy wcale go nie ma. Tylko bowiem szaleniec odrzuca to, co mu służy na rzecz tego, co go niszczy. W pierwszym rzędzie nie może nam, co chyba jest oczywiste. zabraknąć „potencjału” dla poznania samego siebie, zobaczenia i pełnego uświadomienia sobie własnej „nędzy”. dla sprawowania nieustannej kontroli nad sobą. Tym, co nie tylko utrudnia ale także, w konsekwencji, faktycznie uniemożliwia spełnienie tej podstawowej dla nas czynności jest, stwierdza św. Bernard, ciekawość. Jest ona, sama w sobie, czymś absurdalnym. W jej efekcie przecież, angażując często wiele sił, środków i czasu, nabywamy informacje i rozumienia, które są i będą dla nas całkowicie bezużyteczne. Jest ona ponadto rodzajem obżarstwa. Obżarstwo zaś nie powoduje jedynie „niestrawności”. Nie bez powodu jest jednym z grzechów głównych. Przede wszystkim jednak ciekawość odwraca naszą uwagę od samych siebie, jest, jak mówi św. Bernard, chorobą duszy będącą przyczyną zaniedbywania siebie i zajmowania się wszystkim innym. Ponieważ dusza taka nie zna siebie – czytamy w traktacie „O stopniach pokory i pychy” – wygnana jest jakby na zewnątrz, „aby paść koźlęta” (por. Pnp Koźlętami. oznaczającymi grzech, słusznie mógłbym nazwać oczy i uszy. bowiem jak śmierć weszła na świat przez grzech, tak do duszy przez te właśnie okna przenika. Takie to więc koźlęta wyprowadza na pastwisko w ciekawości swojej, nie troszcząc się o poznanie swojego wnętrza. Bo istotnie gdybyś, człowiecze, badał się dokładnie byłoby dziwne, żebyś jeszcze na co innego zwracał swą uwagę! Posłuchaj ciekawcze, Salomona, posłuchaj głupcze, Mędrca: „Z całą pilnością strzeż serca swego” (Prz. 4. 23), w tym mianowicie celu. by wszystkie zmysły czuwały i strzegły źródła dającego życia. Dokąd to ciekawcze od siebie odchodzisz? Czyjej opiece powierzasz się na ten czas? Jak śmiesz podnieść oczy ku niebu – ty, co zgrzeszyłeś przeciwko niemu? Patrz w ziemię, abyś poznał samego siebie”. Ciekawość zamienia naszą świadomość w wielkie śmietnisko. Wszystkie te śmieci zakrywają to co ważne, cenne, istotne. Rodzi się w nas chaos, w którym się gubimy. Zarazem zaczynamy mieć poczucie pewnego nasycenia, wewnętrznego bogactwa. Czujemy się pełni. To, w połączeniu z brakiem samokontroli powoduje, iż zaczyna nas powoli ogarniać pycha. Nie widzimy naszych błędów, słabości, nie czujemy pustki. Jesteśmy zatem we wszystkim Nasze wady, których nie zwalczamy, powiększają się. Zaczynają coraz bardziej dawać znać o sobie skutki grzechu pierworodnego. Uwalniają się niskie instynkty. Zaczynają w nas, przyjmując taką czy inną, czasami, wydawałoby się zaskakującą postać, dominować. Budzą się w nas „demony”. To ciekawość. mówi św. Bernard. spowodowała upadek szatana, grzech Ewy. „Szatan – czytamy – odpadł od prawdy przez ciekawość, albowiem wpierw z wielkim zainteresowaniem podglądał to czego potem grzesznie pożądał i zuchwałe oczekiwał”. Ewa wiedziona ciekawością uległa namowom szatana. 2. Zazdrość i poczucie wyższości Pierwszym efektem ciekawości jest powierzchowne, płytkie, małostkowe myślenie. Św. Bernard nazywa to zjawisko lekkomyślnością. Polega ono na ujmowaniu wszystkiego w prymitywnych kategoriach „więcej” i „mniej”. które odnoszone są do naszego, niekontrolowanego już, degenerującego się, rozdętego ,Ja”. Człowiek „lekkomyślny” odnosi siebie wciąż do innych dzieląc ich na jakoś lepszych i jakoś gorszych od siebie – tych. co mają czegoś więcej i tych. co mają czegoś mniej. Zaczynają w nim dominować dwa uczucia: zazdrość i poczucie wyższości. Zazdrości „tym lepszym”. pogardza „tymi gorszymi”. Całe swoje życie zaczyna poddawać zazdrości i pogardzie – ukazywaniu swojej wyższości. Z jednej więc strony robi wszystko byle tylko dorównać „tym wyższym”, goni za pieniędzmi, władzą, sławą. Z drugiej strony poświęca dużo sił i środków na to. by wciąż udowadniać „tym niższym”, że on jest lepszy. manifestuje swój stan posiadania, wyolbrzymia go, daje wciąż poznać jaką to on ma władzę, jaki jest wolniejszy, silniejszy, itd. 3. „Serce głupich gdzie wesele” (Syr 7, 5). Zabić smutek Następnym krokiem w dół jest zawężenie horyzontu myślowego do obszaru. w ramach którego „ja” może się nadal rozdymać i w którym rodzi się nieustające poczucie samozadowolenia. Człowiek znajdujący się na tym stopniu pychy ogranicza swoją ciekawość tego wszystkiego. w czym ukazać się może jego własna miernota i wyższość innych. i kierują ją w zupełnie inną stronę: zwraca uwagę na swe domniemane cnoty i w żadnym wypadku nie uznaje zasług drugiego. Usunąwszy z pamięci wszystko. co dotychczas uznawał w sobie za godne pogardy. a więc przykre. a zebrawszy to. co według niego zasługuje na szacunek. nie myśli przy tym o niczym innym jak tylko o tym. co mu się w sobie podoba.” Największym problemem dla takiego człowieka jest, stwierdza św. Bernard, smutek. który rodzi się w nim gdy, pomimo wszystko, uświadomi sobie jakąś swoją słabość, jakiś brak. jakiś swój błąd. Stara się go „zabić” – po tym można go rozpoznać – „niestosowną wesołością” traktowaniem wszystkiego w sposób nie do końca poważny, jakoś żartobliwy, najczęściej z cynicznym i zjadliwym humorem nie szanującym żadnych świętości. Chce nią nasycić swoje życie tak dalece, by nie było już w nim miejsca na poważną refleksję mogącą obnażyć prawdę o nim. 4. Potok próżności Czwarty stopień pychy to stopień „wzmożonej próżności”. która najczęściej. choć w różny sposób. objawia się w „wielomóstwie”. Jest to sensu stricte chełpliwość. Sprowadza się ona do zjawiska, które młodzież nazywa „szpanem”. Jest to popisywanie się własną wiedzą, erudycją, umiejętnością wysławiania się, dowcipem. „Będzie więc mówił – stwierdza św. Bernard – albo pęknie. Jest bowiem wypełniony gadaniną i ciśnie go para, która w nim jest. Łaknie i pragnie słuchaczy, przed którymi mógłby się popisać swoją próżnością, na których mógłby wylać to, co czuje, aby dowiedzieli się o jego wielkości. Przy nadarzającej się okazji, ilekroć rozmowa dotyczy nauki, on przytacza problemy stare i nowe – płyną błyskotliwe sentencje, latają pompatyczne frazesy, Odpowiada chociaż go nikt nie pyta. Sam zadaje pytania i sam udziela odpowiedzi; przerywa mówiącym. /…/ Mógłby budować. ale nie ma zamiaru. Nie myśli uczyć ciebie. albo uczyć siebie. ale mówi i mówi, by wiedziano do czego jest zdolny. 5. „Nie jestem jak inni ludzie” „Przykro jest wynoszącemu się nad innych – mówi św. Bernard – nie czynić czegoś, co by go wyróżniało”. W ten sposób rodzi się to zjawisko, które wielki Doktor Kościoła nazywa „kultem własnej odrębności”. Człowiek, który zstąpił na ten stopień pychy: „Wcale nie stara się być lepszym, chce tylko za takiego uchodzić. Nie pragnie żyć doskonale. pragnie tylko, by go za doskonałego uważano, ażeby mógł powiedzieć: „Nie jestem jak inni ludzie” (Łk 18, 11). Cały swój wysiłek poświęca więc tworzeniu swojego „image” – zaczyna udawać najlepszego manifestacyjnie podejmując takie działania, które w powszechnej opinii uchodzą za oznakę wielkości. Wszystko robi na pokaz, stwarza tylko pozory zaniedbując, faktycznie, całkowicie swoje życie moralne i duchowe. 6. Zarozumiałość Człowiek zstępujący na ten stopień pychy pozbywa się niepokoju. który mu dotąd towarzyszył. niepokoju rodzącego się w związku z pytaniem: Czy jestem doskonały? Taki człowiek jest teraz pewny, stuprocentowo pewny – jestem wspaniały pod każdym względem, wszyscy przy zdrowych zmysłach muszą to uznać. Św. Bernard mówi, że życie takiego człowieka zdominowane jest przez niezachwianą niczym pewność siebie, pyszałkowatość i głód pochlebstw. Odrzuca on autorytety. wierzy tylko sobie, wszystko, co robi uznaje za szczyt doskonałości. Wciąż manifestuje tą swoją „doskonałość”, opowiada o niej, popisuje się swoimi zdolnościami. Zarazem robi wszystko, by usłyszeć pochwały. Podejmuje je w taki sposób. by, przede wszystkim. innym się to podobało. Działa „pod publiczkę”, zadaje się tylko z takimi ludźmi, którzy albo go podziwiają. albo przynajmniej nie szczędzą mu komplementów. 7. Niepohamowana ambicja Normalny człowiek szuka swojego miejsca w życiu, nie za niskiego, nie za wysokiego, tego właśnie, które jest mu przeznaczone, które odpowiada jego możliwościom, w którym nie tylko dobrze się czuje ale i potrafi sprostać wszystkim, związanym z nim wymaganiom. Człowiek, który zstąpił na siódmy stopień pychy chce być jak najwyżej. Jego ambicja jest nieograniczona. Wszystko jej podporządkowuje. W pierwszym rzędzie poświęca się temu. co nazywa się karierą zawodową. Bez pardonu, bez miłosierdzia dla innych, ale także i dla siebie, wręcz, niekiedy nawet wprost, po trupach pnie się w górę. Także w innych sferach nie zapomina nigdy o swoich aspiracjach. Zawsze chce być najlepszy, stać jak najwyżej. „Jakże człowiek przekonany o swej wyższości – stwierdza św. Bernard – może bardziej cenić innych niż siebie? Na zebraniach zajmuje pierwsze miejsce. w naradach pierwszy zabiera głos. Zjawia się nie proszony, wtrąca się bez przyczyny, poprawia porządek, kwestionuje decyzje. Czego sam nie przeprowadził i nie uporządkował. nie uważa za słuszne i sprawiedliwe. Wydaje sądy o sędziach. wyroki uprzedza projektami orzeczeń. […] Gdy mu zlecają wykonanie jakiejś drobnostki, zżyma się, protestuje, uważa bowiem, iż nie wypada zajmować się błahostkami, ponieważ jest stworzony do wielkich rzeczy”. 8. „Nie zrobiłem niczego złego” Człowiek. który- uznaje się za doskonałego. który- nie ma żadnych wątpliwości. co do swojej doskonałości. zarozumiały i chorobliwie ambitny staje się. jeśli chodzi o własną osobę. „ślepy moralnie”. Nie jest w stanie, w żaden sposób dostrzec swoich słabych stron, błędów, grzeszków nawet wtedy, gdy jawią się one jak na dłoni. gdy są bezdyskusyjne, oczywiste, gdy aż „kolą w oczy”. Gdy ktoś więc coś mu wytknie, przedstawi świadków, udowodni niezbicie nie przyjmie tego do wiadomości bądź do upadłego będzie się bronił starając się udowodnić, że faktycznie nie ma tu żadnej jego winy. Taki człowiek. stwierdza św. Bernard. gdy wspomni się o jakimś jego przewinieniu, zawsze zaczyna swą obronę od zdania: „Nie zrobiłem tego”. Gdy się go trochę „przyciśnie do muru” mówi: .,Zrobiłem. Rzeczywiście, ale dobrze”. Gdy mu się udowodni grzech w taki sposób się usprawiedliwia, że wynika z tego co mówi, iż on za to nie odpowiada. Stwierdza np.: „Chciałem dobrze, a że stało się tak jak się stało to już nie moja wina”. Oskarżony reaguje zawsze agresywnie, „złości się”, wreszcie stara się udowodnić, przede wszystkim sobie, ale także innym, że powodem oskarżenia jest uprzedzenie, zazdrość, że jest ono zakamuflowanym prześladowaniem itp., itd. Ten stan, czytamy w traktacie „O stopniach pokory i pychy” jest charakterystyczny dla ósmego stopnia pychy. W tym momencie zstępujący po stopniach pychy „wkracza w przedsionek piekła”, staje się podobny szatanowi, już zaczyna traktować siebie jak Boga – istotę, w wypadku której słabości, błędy, pomyłki, grzechy są nie do pomyślenia. Człowiek, który osiągnął ósmy stopień pychy „dusi się” moralnie, „usycha” duchowo, zaczyna „konać”, by wreszcie „umrzeć” na duszy. Na tym stopniu pychy staje się więc, stwierdza św. Bernard, żywym trupem. Od tego momentu zaczyna się już „rozkładać”. 9. Kłamstwo i przewrotność W świadomości człowieka zstępującego po stopniach pychy zachodził dotąd proces utraty kontaktu z prawdą o sobie i, w znacznej mierze, również prawdą o innych ludziach oraz, w konsekwencji, całej rzeczywistości. W ramach tego procesu zanika zatem tak samokrytycyzm tego człowieka jak i zdolność prawidłowej oceny wszelkich zjawisk i faktów. W efekcie człowiek taki traci zdolność rozpoznania swojego realnego (faktycznego) „ja” biorąc za nie swoje „ja” idealne (wymyślone przez siebie) i dokonując, za jego pośrednictwem projekcji na całą rzeczywistość tak, że zaczyna funkcjonować w większym stopniu w krainie fikcyjnej wykreowanej przez swoje marzenia i oczekiwania niż w realnym świecie wierząc zarazem wciąż głęboko. że wszystko to jest „nagą” prawdą. Takie postępowanie podyktowane jest jego naturalnym przywiązaniem do prawdy. Fakt. iż przywiązanie to zaczęła przewyższać pycha powodował, że człowiek taki robił wszystko, by za prawdę uznawać tylko to, co „karmiło” tę pychę. Śmierć duszy, która nastąpiła na ósmym stopniu pychy polegała, także, na całkowitym zanegowaniu swojego realnego „ja” (można powiedzieć „zabiciu” go), a co za tym idzie również pozostałej części rzeczywistości. co spowodowało. w konsekwencji, utratę przywiązania do prawdy. Teraz zaczęła się już liczyć dla tego człowieka i rządzić nim niepodzielnie pycha. Ustało więc działanie przyczyn zmuszających go do separowania się od faktów. Nastąpiło otwarcie na nie i zarazem całkowite ich lekceważenie. Ze stanu zatem wyalienowania z rzeczywistości. swego rodzaju niepoczytalności człowiek taki przeszedł nagle do stanu chłodnej, obiektywnej oceny faktów i pełnej odpowiedzialności za swoje pomysły i czyny. Jedynym efektem tego mogły być, w takim kontekście tylko „narodziny” kłamstwa i przewrotności jako środków pielęgnacji pychy. Św. Bernard podaje przykład zachowania zakonnika znajdującego się na tym stopniu pychy, który twierdząc dotąd, że jest bez grzechu zaczyna nagle „kłamliwie wyznawać grzechy”. „Tego rodzaju człowiek – czytamy w traktacie „O stopniach pokory i pychy” – nie tylko nie usprawiedliwia czynionych mu zarzutów. ale wręcz przeciwnie – winę swą powiększa do tego stopnia. że widząc jak dodaje do niej rzeczy wprost niewiarygodne i dziwne. jesteś skłonny odrzucić nawet to, coś dotąd uważał za pewne. Rozgłaszając rzeczy nie do wiary, przewrotnie zakrywają grzech, kiedy go wyznają: słowa oskarżenia brzmią chwalebnie. lecz nieprawość wciąż kryje się w sercu słuchacz ma utwierdzić się w przekonaniu, że to nie tylko prawda, ile raczej pokora przez nich przemawia. według tego, co napisano: „Sprawiedliwy najpierw sam siebie oskarża” (Prz 18, 17)”. Człowiek. który znajduje się na dziewiątym stopniu pychy zaczyna świadomie przeciwstawiać ją prawdzie. Jeszcze jednak prawdy nie neguje. Chce tylko żeby mu w żaden sposób nie przeszkadzała. Pragnie żyć i funkcjonować i być akceptowanym w „porządku prawdy”. Pragnie aby, w jej perspektywie, go doceniono”. Stara się więc ją naginać tak, by „była po jego stronie” (przewrotność) lub zniekształcać aż do faktycznego (ale nie formalnego) jej zakwestionowania – „neutralizować” (kłamstwo) tak, by zawsze mu „służyła”. Chce ją zatem, po prostu. podporządkować swojej pysze. Wysiłki te jednak satysfakcjonują go nie w pełni i krótko. „Apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Zstępuje więc na kolejny stopień pychy. Proces „gnicia” zaczyna przebiegać coraz szybciej. 10. Bunt: uczyni życie śmiercią, a śmierć życiem. Ten stopień pychy jest początkiem buntu woodu. Jest to w pierwszym rzędzie. i to jeszcze skrywany, bunt przeciwko ludziom, głównie przeciwko wszelkim „szefom” i autorytetom. Żywy trup nie chce już. nawet formalnie. w żaden sposób być komukolwiek podporządkowany. Nie chce nikogo słuchać ani z nikim się liczyć. Otwarcie więc kwestionuje zasadność wszystkich takich zależności. także intelektualnych. moralnych, obyczajowych. On jest przecież „najlepszy”, „najmądrzejszy” , „największy” itd. Nie zniesie, by ktoś, choćby pośrednio, to kwestionował. Taka postawa prowadzi go wprost do buntu również przeciwko prawdzie jako takiej. przeciwko całej rzeczywistości. Ludzie. którzy go do czegoś „zmuszają” odwołują się przecież do prawdy, wskazują na rzeczywistość. mówią – „musi być tak. a nie inaczej”, „tak jest głupio”, ”to jest zło” itd. Żywy trup na tym etapie ”swojego rozwoju” nie próbuje jeszcze otwarcie „brać się za bary” z Bogiem, jeszcze woli Go ignorować, lub wierzy, że to jego właśnie, jako tego najlepszego, Bóg promuje. Atakuje agresywnie nie przebierając w środkach to, co nazywa „ludzką prawdą”, „ludzkim rozumieniem dobra”, ”ludzkim ujęciem Boga” i jest przekonany, że może, de facto, innych ludzi, całą rzeczywistość, samego Boga „owinąć sobie dookoła palca”. Wierzy w swój sukces – w to, że uczyni życie śmiercią, a śmierć życiem. Próbuje jeszcze trzymać się, chociażby formalnie, faktów, uznaje jakoś czy raczej toleruje pewne aspekty natury. Jest wodzem swojej własnej, prywatnej, totalnej „rewolucji” i ma głęboką nadzieję zwycięstwa. 11. Wystąpienie przeciwko Bogu. Żywy trup Zwycięstwo to nie nadchodzi. Mnożą się natomiast porażki. Rzeczywistość. pomimo wszystkich manipulacji, pozostaje rzeczywistością. prawda. wbrew wszystkim wysiłkom. pozostaje prawdą. Prawo naturalne wciąż daje o sobie znać. Bóg wciąż jest Bogiem. Panem stworzenia i Prawodawcą. a Jego obecność i działalność, Jego miłosierdzie, od których nie można uciec, przypominają o ludzkiej słabości, małości, bezradności, boleśnie godzą w podsycaną wciąż przez rosnące ciągle, jak na drożdżach” pychę, „miłość” własną. Żywy trup nie może pogodzić się z taką sytuacją. Występuje otwarcie, wprost przeciwko Bogu. Już nie jest „nieśmiałym” uczniem szatana. Jeśli świadomie uznawał go za swojego mistrza i przewodnika odrzucającego autorytet, nawet, niekiedy, gardzi nim z powodu jego porażek. To on – żywy trup będzie nosicielem światła – Lucyferem. To on pokona Boga i zajmie Jego miejsce. Układa sobie więc teraz plan „detronizacji” Boga. Plan taki przybrać może różne postacie. Niekiedy jest bardzo rozbudowany, precyzyjny. finezyjny, drobiazgowy. Jego pierwszy punkt, jedyny zresztą, który udaje się żywemu trupowi zrealizować, jest zawsze taki sam: postępować tak jakby Boga nigdy nie było. Św. Bernard nazywa to „swobodą grzeszenia”. W tym momencie żywy trup zaczyna głosić „wolność bez granic” i realizuje ją podejmując i gloryfikując takie działania, co do których przypuszcza. że najbardziej zabolą Boga, najbardziej w Niego ugodzą. Grzech czyni swoim chlebem powszednim. „Nurza się” w nim i „tarza” jak świnia w błocie. Wychwala jego „smak”. „Pieje” nad swoim „szczęściem”. Drwi: „No i co, cóż na to Bóg, nic nie może, nie reaguje, jest bezsilny. nie ma go – umarł.” Bada granice swojej niegodziwości, kroczy wciąż dalej i dalej. grzeszy coraz więcej. coraz częściej, coraz intensywniej. To zjawisko świetnie uchwycił Henryk Sienkiewicz w „Quo vadis” gdzie Neron. w chwili szczerości. mówi: „Zabiłem nawet swoją matkę. by zobaczyć czy bogowie zareagują” . Pozbywa się resztek niepokoju. jest coraz pewniejszy siebie. czuje się coraz silniejszy. czuje się coraz bardziej bogiem. Powoli. niedostrzegalnie. dla siebie, przekracza ostatnią granicę – wchodzi w ostatni etap swojego „rozkładu”. „Niestety. podobnie jak bywa z próbującym przejść rzekę w bród – stwierdza św. Bernard – i on zwolna pogrąża się w wirze grzechów”. Dodajmy: by dotrzeć za życia, jeżeli to można jeszcze nazwać życiem, do samego dna „piekła”. 12. „Już cuchnie” To dno „piekła” św. Bernard nazywa „nałogiem grzechowym”. „Gdy pierwsze występki – czytamy w traktacie ”O stopniach pokory i pychy” – unikną straszliwego wyroku Bożego, szuka się nowych rozkoszy; te zaś uwodzą coraz bardziej. Rozbudza się pożądanie, rozum popada w stan uśpienia, a nałóg zacieśnia pęta. Nieszczęśnik stacza się w przepaść zła i jako więzień poddany zostaje tyranii występków”. Proces „rozkładu” żywego trupa kończy się w tym momencie. Już nie ma w nim nic. co mogłoby jeszcze zgnić. Nad niczym już nie panuje. Jest tylko kukłą. którą wprawia w ruch. taka czy inna. teraz niejako samoistna. żądza. Jest mumią. która porusza się ruchem robactwa. które ją toczy. To dosłownie trup i to trup. Który ”już cuchnie”. Pycha i wolność Wolność jest tym, co człowiek zawsze rozpoznawał jako stan, w którym powinien się znajdować – jako jeden z podstawowych warunków prawdziwie ludzkiej egzystencji. Wolność to chyba najbardziej „ogólnoludzka” wartość ze wszystkich tych, które kiedykolwiek przyjmowała ludzkość. Nikt zatem z tych. którzy mają na ustach hasło „człowiek” nie będzie przeczył. że należy ona do natury człowieka, że jest jego prawdą, drogą, życiem. I nic dziwnego. bo przecież, w istocie wolność jest jednym z imion Boga. To Bóg ofiarował ją nam w momencie stworzenia. abyśmy ją pomnożyli aż do granic naszych możliwości. aż do tego momentu. w którym Jego Wola stanie się naszą wolą, a Jego wolność naszą wolnością. To jednak nie oznacza. że mamy stać się bogami, zostać wprost i dosłownie Bogiem. Wręcz przeciwnie – mamy maleć. To pokora, co jest przecież tak oczywiste. jest kluczem, który otwiera drzwi naszej wolności. Kto tego jeszcze wyraźnie nie widzi niech przyjrzy się pysze i jej owocom. W dziejach kultury ludzkiej, szczególnie w ostatnich dziesiątkach lat, formułowano wiele definicji wolności. Nie ma co ich tu omawiać. Nie warto wdawać się w polemiki. Jakby bowiem nie rozumieć wolności, pycha będzie zawsze tym, co ją skutecznie niweczy. Nawet Więc to. zafałszowane przecież. rozumienie wolności jakie podsuwają nam tak nachalnie żywe trupy. gdy skonfrontować je z ich stanem, na którymkolwiek stopniu „umierania” czy „rozkładu” się znajdują pozwoli nam stwierdzić, że wolność jest im całkowicie obca, że zadziwiająco konsekwentnie robią wszystko, by jej uniknąć. Weźmy pod uwagę pierwszy stopień pychy. Czy można wolnym nazwać człowieka, który nie poświęcając czasu, sił i środków na poznanie samego siebie, nie wie. tak naprawdę, czego potrzebuje, pragnie, chce, który nie wie i nie poznaje „swojej nędzy” i nie próbuje w konsekwencji, jej usunąć? Czy człowiek wolny to człowiek, który nie zabiega o swe podstawowe interesy? Wyraźnie widać tu zjawiska popadania w niewolę. Jest to, w tym momencie niewola, którą można nazwać niewolą niewiedzy. Weźmy pod uwagę drugi stopień pychy. Pojawia się tu jak na dłoni. nowy typ niewoli. Jakże inaczej bowiem można nazwać poddanie się rządom zazdrości i poczucia wyższości. Jest to. posługując się językiem św. Bernarda, niewola „lekko-myślności”. A trzeci stopień pychy. To już wprost „zabijanie” wolności, intensywne pogłębianie niewoli niewiedzy. To także nowy typ niewoli – niewola „niestosownej wesołości”. Czwarty stopień. Kolejne więzy – niewola próżności. Piąty. Dalsze ograniczenia: niewola „kultu własnej odrębności”. Szósty. Pogłębianie niewoli niewiedzy, a ponadto, niewola zarozumiałości. Siódmy. Straszna niewola ambicji. Ósmy. Niewola niewiedzy osiąga swój szczyt. Dziewiąty. Bezpośrednie, całkowite zniewolenie przez własną pychę. Zwiększenie się pozostałych typów niewoli. Znaczne zmniejszenie się niewoli niewiedzy często identyfikowane przez żywego trupa jako odzyskanie wolności. Dziesiąty. Umacnianie się niewoli pychy. Jedenasty. Dodatkowe więzy: poddanie się „regulaminowi grzechu”. I wreszcie stopień dwunasty. Zamknięcie wszystkich furtek do wolności. Piekło totalnego uzależnienia. Można powiedzieć, że w zasadzie nie ma już tego, kto mógłby być wolny czy zniewolony. To już bowiem nie on myśli, podejmuje decyzje, działa. Jest tylko, jak już o tym mówiliśmy, bezwolną kukłą. [ „Masoneria polska i okolice”, Stanisław Krajski, 1997, 316-331 ]
św bernard z clairvaux o stopniach pokory i pychy