Kup teraz: Dlaczego księża są szczęśliwi? za 19,99 zł i odbierz w mieście Świecie. Szybko i bezpiecznie w najlepszym miejscu dla lokalnych Allegrowiczów. Jak zmusić księży do milczenia i kontrolować ich zachowanie? Piotr Szeląg, absolwent teologii, były ksiądz i jeden z najbliższych przyjaciół księdza Jana Kaczkowskiego wyjaśnia w książce Artura Nowaka "Duchowni o duchownych", co się dzieje za zamkniętymi drzw Lotnicze cargo na to odpowiada. Podobnie w przypadku towarów łatwo psujących się, a nawet transportu żywych zwierząt. Szansą dla lotniczego cargo są rozwijające się wyspecjalizowane łańcuchy dostaw. Kolejna rzecz to globalne łańcuchy wartości, czyli przewożenie podzespołów od dostawców na świecie do fabryk. Byli to jednak w zdecydowanej większości głęboko wierzący. Uderzająca jest w tych wynikach wyraźna przewaga odpowiedzi wskazujących na brak zaufania do duchownych. Księżom bardziej nie ufają mężczyźni niż kobiety. Ponad 84 proc. mężczyzn i 75 proc. kobiet ma wątpliwości lub wprost nie ufa duchownym. Sprzedawcami księży są też dziennikarze mediów katolickich, a także nierzadko sami księża, którzy proponują swoje usługi różnym siłom wygłaszając jakieś kwestie przed kamerą. Nie zamierzam tu załamywać rąk, wieszczyć końca Kościoła i martwić się o to, co się stanie z nami. makalah hormat dan patuh kepada orang tua dan guru. – Moi parafianie wiedzieli o tej inicjatywie, więc wychodzili z domów, klękali, a ja ich błogosławiłem. Niektórzy płakali – mówi ksiądz Senderowski. – Być może dla innych ludzi jest to powód kpin, ale uważam, że obecność Jezusa w przestrzeni publicznej jest ważna – podkreśla ks. Chwilczyński.„Komandosi w sutannach” – tak można powiedzieć o kapłanach, którzy – metaforycznie ujmując – są na pierwszej linii frontu w walce z koronawirusem, wychodząc na ulice z Najświętszym Sakramentem, błogosławiąc ludzi i ich pomocą przychodzą też sami mieszkańcy w swoich parafiach i nie tylko, wspierając swoich duszpasterzy, a także te osoby, które potrzebują w tym czasie, szczególnej troski i także:Spowiedź drive? Pobożność w czasach zarazy – koniecznie obejrzyj te zdjęcia!Jezus w samolocieWarto mieć pasje i je pielęgnować. Tak można powiedzieć o ks. Cezarym Chwilczyńskim, proboszczu parafii św. Józefa Oblubieńca NMP w Żurawinie koło Wrocławia. Ksiądz Cezary ukończył kurs w aeroklubie i w powietrzu spędził setki godzin. Postanowił, że poleci samolotem razem z Panem Jezusem w monstrancji, aby pobłogosławić swoją parafię i jej okolice, a także stolicę Dolnego Śląska, czyli wziął ze sobą też figurę Matki Bożej Fatimskiej i relikwie św. Jana Pawła. Przelot samolotem trwał godzinę. „Kto wierzy, nigdy nie jest sam” – cytuje słowa Benedykta XVI ks. Chwilczyński, przypominając również, że w czasie epidemii jest ważne trwanie na modlitwie, prosząc Boga o jego pomoc i miłosierdzie.– Być może dla innych ludzi jest to powód do żartów czy nawet kpin, ale uważam, że obecność Jezusa w przestrzeni publicznej jest także:Lot nad Wrocławiem z…. Najświętszym Sakramentem! Duszpasterskie pomysły na walkę z koronawirusemNie bójcie się!Ojciec James Manjacal, mianowany przez papieża Franciszka misjonarzem miłosierdzia, pomimo swojej niesprawności po przebytej ciężkiej chorobie błogosławi Najświętszym Sakramentem ludzi i ich domy w Piding, Salzburgu i innych miejscach na terenie Niemiec, poruszając się na wózku dla osób z niesprawnością. Misjonarzowi w procesji towarzyszy doktor Richie Landauro z rodziną. Każdego dnia rano o 15:00 można też uczestniczyć on line we mszy świętej sprawowanej przez O. Jamesa. Ojciec modli się o ustanie epidemii koronawirusa, a także we wszystkich intencjach, jakie otrzymuje telefonicznie czy się, że są to prośby przesyłane z różnych zakątków świata, gdzie rozprzestrzeniła się choroba. – Przyszedł czas, by przyzywać Ducha Bożego, Ducha Jezusa, by walczyć z duchem śmierci – mówi ojciec także:Trzy krzyże i trzy „światła” od św. Rity na czas pandemii. Niech rozjaśnią mroczny czas– Możesz Go wzywać nad osobami, za które chcesz się modlić, nad rodzinami, a także nad całym społeczeństwem i krajem. Po prostu wzywaj Ducha Świętego! W Księdze Wyjścia (14,14) czytamy, że Bóg mówi: „Ja walczę w tej wojnie. Ja będę z wami”. Dlatego wołamy z wiarą „Przyjdź Duchu Święty!” – puentuje O. James Manjacal.„Nie bójcie się, ja jestem z wami”. – Pan Jezus wyszedł do mieszkańców Gdyni Chyloni, aby im o tym przypomnieć – mówi Ks. Jacek Socha, który wyszedł z Najświętszym Sakramentem na ulice swojej parafii pw. św. Mikołaja. – Wierzymy w Miłosierdzie Boże w czasie epidemii – mówią parafianie ks. strażacki w akcjiMając na uwadze to, że wierni nie mogli uczestniczyć w niedzielnych mszach świętych, ks. Marek Senderowski, proboszcz ze Sorbina k. Radomia, objechał swoja parafię, błogosławiąc wiernych i ich domostwa Najświętszym Sakramentem. Inspiracją dla ks. Marka stali się księża z Sycylii, którzy w podobny sposób postanowili wołać do Boga o ratunek w epidemii. – Moi parafianie wiedzieli o tej inicjatywie, więc wychodzili z domów, klękali, a ja ich błogosławiłem. Niektórzy płakali – mówi ksiądz Senderowski. W całą akcję włączyli się też strażacy z miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej, którzy wypożyczyli swój się 7-dniowe „Eucharystyczne Jerycho”, jakie rozpoczęło się 15 marca w Nowym Sączu, zainicjowane przez ks. Łukasza Platę i ks. Pawła Szczygła.– Wspólnie pomyśleliśmy, aby w naszym mieście, parafiach podjąć modlitewną akcję „Eucharystyczne Jerycho”, trwającą 7 dni i wyjść na ulice Nowego Sącza. Jak wiemy z Pisma Świętego, właśnie przez tyle dni Izraelici obchodzili Jerycho. I my w podobny sposób chcemy się modlić, aby ustała epidemia koronawirusa. Również w tej intencji, aby Pan Bóg pobłogosławił i dał siłę ludziom, zwłaszcza służbie medycznej, która z narażeniem życia ofiarnie opiekuje się chorymi – mówią inicjatorzy „Eucharystycznego Jerycha”.W całej Polsce i na świecie trwają modlitwy w intencji zakończenia epidemii także:Papież pieszo pielgrzymował przez opustoszałe ulice: do Matki Bożej po ratunek od koronawirusa [wideo] 19 października 2015 roku, na blogu „Bóg, Honor & Rock`n`Roll!” ukazał się tekst pt. Priests are like airplanes. W komentarzach (w sumie pod tekstem Mateusza Ochmana pojawił się tylko jeden, napisany przez Michała Iskierkę) odczytałem krótkie podziękowanie: „Brachu, dla mnie wśród katolickich blogerów jesteś NUMBER ONE”. Miałem się dopisać ze swoimi uwielbieniami dla BHR&R, ale… Brat Iskierka napisał już wszystko! Photo credit: Lawrence OP / / CC BY-NC-ND Zobacz również O autorze ks. Stefan Radziszewski urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej "Tajemnicy szczęścia" oraz "Żółtego zeszytu" św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów. Od 4 listopada 2020 r. odpowiedzialny za życie duchowe Parafii Przemienienia Pańskiego w Białogonie. Najważniejsze publikacje: "Kamieńska ostiumiczna" (2011), "Siedem kamyków wiary" (2015), "Pedagogia w świecie literatury" (2017), "777 spojrzeń w niebo" (2018). Pożar goni pożar. Wściekli ludzie podpalają świątynie katolickie. To najpewniej reakcja na odkrycie zbiorowych mogił z ciałami dzieci, umieszczonych przy katolickich szkołach prowadzonych przez kler. Wielki problem Kościoła Katolickiego. To już potwierdzone - ludzie odchodzą od wiary i uczestniczenia w nabożeństwach, a pandemia to pogłębia. W Polsce ludzie mają coraz bardziej dość postawy księży i mieszania się kleru w politykę. Wierni odchodzą od religii z powodu radykalizmu duchownych, są też wściekli na ukrywanie licznych przestępstwWatykan bierze się za kolejnych polskich biskupów, którzy kryli pedofilów w sutannach, rusza także śledztwo w sprawie kardynała Dziwisza - wiernego druha Jana Pawła II. Teraz głośno zrobiło się o kolejnym przerażającym fakcie z życia Kościoła, który skrzętnie ukrywany był między innymi przez papieża Polaka. Ludzie są tak wściekli, że zaczęły się podpalenia katolickich kościołów. Wielki skandal w KK. Księża i zakonnice torturowali dzieciMowa o wielkim skandalu, z jakim od lat mierzy się Kanada. Już kilka lat temu premier Justin Trudeau publicznie przeprosił za działania rządu, który we współpracy z kościołem przez ponad sto lat odbierał dzieci rdzennym mieszkańcom i próbował "nawrócić" je na katolicyzm i wytrzebić z ich głów rodzimą kulturę w specjalnych szkołach prowadzonych przez kler. Po latach udowodniono, że procedura ta nie tylko łamała życia rodzinom, ale doprowadziła do śmierci tysięcy małych dzieci. Kościół nigdy nie odbierane rodzicom i umieszczane w szkołach prowadzonych przez księży i zakonnice, były torturowane, głodzone, nie udzielano im pomocy lekarskiej. Dzieci umierały z wycieńczenia i chorób, a nawet z wychłodzenia. W ostatnich dniach w Kanadzie odkryto około 1000 anonimowych grobów dzieci. Dwa cmentarzyska odnaleziono przy dwóch dawnych szkołach dla rdzennych Kanadyjczyków. Przed miesiącem zlokalizowano cmentarzysko, na którym spoczęło 251 ciał, przed tygodniem, w Saskatchewan, zbiorową mogiłę z 751 ciałami! Kościoły płoną jak zapałkiWybuchł skandal i tylko w sobotę 26 czerwca doszło do pożaru dwóch różnych kościołów katolickich. Miejscowa policja informuje, że przyczyną są najpewniej podpalenia, a miejsca kultu zostały doszczętnie zniszczone. Wcześniej w tym samym tygodniu (w poniedziałek) spłonęły dwie inne świątynie katolickie. Oba budynki zostały oblane łatwopalną katolicki odpowiedzialny był za prowadzenie 60 procent szkół dla rdzennych mieszkańców. Szacuje się, że w latach 1863-1998 trafiło do placówek prowadzonych przez kler około 150 000 dzieci. - Jest to pojęcie, które pojawiło się na przełomie lat 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych. Oznacza środowisko homoseksualne w Kościele, szczególnie wśród duchownych, i wzajemne powiązania - mówił w "Zabawie w chowanego" ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski Frederic Martel twierdził w swojej książce o Stolicy Apostolskiej, że "homoseksualna wspólnota w Watykanie należy do największych na świecie", ale też, że "nie można mówić o żadnym homolobby" - Clou sprawy polega nie na tym, czy istnieje "lawendowa mafia", tylko czy faktycznie jest ona zewnętrzną strukturą, która niczym pajęczyna oplotła Kościół od środka - komentuje prof. Arkadiusz Stempin W opublikowanym ostatnio filmie braci Sekielskich "Zabawa w chowanego", na temat zjawiska pedofilii w Kościele, znalazł się również fragment poświęcony innemu zagadnieniu - istnieniu rzekomej "lawendowej mafii", czyli nieformalnej, wspierającej się grupy księży homoseksualistów, odpowiedzialnej za tuszowanie różnego rodzaju niewygodnych tematów i skandali, jakie mają miejsce w kościelnych strukturach. W filmie Sekielskich o istnieniu "lawendowej mafii" mówili ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski oraz katolicki publicysta Tomasz Terlikowski. - Jest to pojęcie, które pojawiło się na przełomie lat 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych. Oznacza środowisko homoseksualne w Kościele, szczególnie wśród duchownych, i wzajemne powiązania, które prowadzą do ukrywania pewnych rzeczy. W naszym, księżowskim środowisku nieraz te skłonności nazywa się "chorobą rzymską". Dlatego że bardzo często dopiero tam ludzie stykają się z tą sprawą. Byłem krótko w Rzymie, parę miesięcy w Kolegium Ormiańskim. Pierwsza informacja, jaką przekazał mi jeden ze starszych księży, to żebym zdawał sobie sprawę, że Watykan i Rzym to siedlisko "mafii lawendowej" - mówił ks. Isakowicz-Zaleski w "Zabawie w chowanego". Terlikowski dodawał natomiast, że "nie można nie zauważyć tego wymiaru, o którym pisze choćby Martel w »Sodomie«, tego problemu związanego z pewnym układem, który funkcjonuje i ma tendencje do tuszowania pewnych rzeczy, tak żeby nie wyszły czyny, niekoniecznie przestępcze". - Nie chodzi zawsze o przestępstwo, czasami chodzi po prostu o grzech, o coś co nie powinno wyjść, bo przeszkodzi w karierze - wyjaśnił publicysta. Homoseksualiści w Watykanie To nie pierwszy raz, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się twierdzenia o istnieniu i szerokich wpływach tego typu grupy w Kościele katolickim (często określanej też jako kościelne "homolobby"). Wspomniany przez Terlikowskiego Frédéric Martel to autor książki "Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie", poświęconej głównie zjawisku homoseksualizmu wśród księży. Martel pisze, że podczas dziennikarskiego śledztwa trwającego ponad cztery lata przeprowadził wywiady z ponad 1,5 tys. osób w Watykanie i w 30 krajach. Wśród nich było kilkudziesięciu kardynałów, biskupów i nuncjuszy apostolskich, a także ponad 200 księży i seminarzystów. Zdaniem wielu rozmówców Martela, bardzo wielu duchownych w Watykanie to homoseksualiści. Według byłego księdza Francesca Lepore może być to nawet 80 proc. Jeden z ambasadorów w Stolicy Apostolskiej ocenił, że "w Watykanie jest dużo gejów: 50, 60, 70 proc. Ilu dokładnie, tego nikt nie wie". Ma to dotyczyć także innych państw. Na przykład meksykański dziennikarz Emiliano Ruiz Parra powiedział nawet, że w jego kraju "minimum 50 proc. księży to geje, chociaż oceniając bardziej realistycznie, to 75 proc.". Stwierdził też, że "seminaria są homoseksualne, a meksykańska hierarchia katolicka jest spektakularnie gejowska". W książce Martela znalazło się twierdzenie, że "homoseksualna wspólnota w Watykanie należy do największych na świecie". W wywiadzie dla "Kultury Liberalnej" Martel tłumaczył, że ucieczka w kościelne struktury była wygodnym rozwiązaniem dla homoseksualistów. - Gej w burżuazyjnej włoskiej rodzinie w latach 50. XX wieku był czarną owcą. (...) Tysiące duchownych na całym świecie zdecydowały się na dołączenie do kleru nie tylko ze względu na swoją wiarę i powołanie, ale właśnie dlatego, że byli homoseksualistami - ocenił Martel. Zobacz również: Ks. Wachowiak o grzechach ludzi Kościoła "Państwo w państwie" Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski o "lawendowej mafii" mówił już przed laty w wywiadzie rzece pt. "Chodzi mi tylko o prawdę", który przeprowadził z nim Tomasz Terlikowski. Duchowny oceniał, że "środowisko homoseksualne zawsze miało w Watykanie ogromne wpływy", a o homoseksualnych księżach mówił, że w Kościele "tworzą państwo w państwie". Jego zdaniem, "lobby homoseksualne bardzo dobrze się maskuje, ukrywa i trzyma razem". Isakowicz-Zaleski oceniał, że jest ono "niebezpieczne, dlatego że deformuje drogę awansu w Kościele. Nie może być tak, że ktoś otrzymuje ważne i odpowiedzialne stanowisko tylko z powodu swojego homoseksualizmu. A tak niestety bywa, co szczególnie widoczne jest w systemie feudalnym, jaki panuje w Kościele". Zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego powiązania duchownych wytworzyły też swego rodzaju "solidarność zawodową", która sprawia, że "wiernymi nikt się nie przejmuje". - Tak jak lekarz nie wystąpi przeciw lekarzowi, tak ksiądz nie wystąpi przeciwko księdzu. Jak w każdej kaście, liczy się dobro duchownego, a nie dobro wiernych czy wspólnoty - mówił Terlikowskiemu. Jak tłumaczył Isakowicz-Zaleski, "ksiądz nie jest osobą świecką i nie powinien być traktowany jak zwyczajny pracownik firmy. Nie wystarczy, że wypełnia on swoje obowiązki zawodowe, nie można powiedzieć, że nie ma dla nas znaczenia, czy on jest także moralny i pobożny w przestrzeni prywatnej. W ten sposób sprowadza się Kościół do roli zwyczajnej instytucji, a księdza do jej urzędnika. Takie podejście jest sprzeczne z teologią kapłaństwa". Arkadiusz Stempin: nieformalne grupy łączy nie tylko preferencja homoseksualna Czy tzw. lawendowa mafia rzeczywiście istnieje w Kościele? Wyjaśnia to prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista, wykładowca Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. prof. Józefa Tischnera. - Clou sprawy polega nie na tym, czy istnieje lawendowa mafia, tylko czy faktycznie jest ona zewnętrzną strukturą, która niczym pajęczyna oplotła Kościół od środka - mówi w rozmowie z Onetem. I dodaje: "Takie tłumaczenie zjawiska pedofilii w Kościele katolickim przedkłada jego konserwatywny nurt". - W Kościele, w Watykanie istnieją nieformalne grupy, ale nie są one złączone tylko i wyłącznie preferencją homoseksualną. Proste wytłumaczenie: "ja mam na ciebie haka, ty masz na mnie haka, więc trzymamy się razem" nie wyjaśnia tych "półmafijnych", przyjacielskich struktur. Nie da się ich wytłumaczyć wyłącznie solidarnością homoseksualną. Nieformalne grupy są połączone siecią zróżnicowanych interesów, wynikających np. ze wspólnoty geograficznej, zakonnej, aksjologicznej. W kościelnej centrali, w Watykanie, tak tworzą się pewne układy. Na szczycie piramidy takiego układu stoi prominentny kurialny kardynał, jego szeroką podstawę tworzą ok. 30-letni księża doktoranci ze wszystkich kontynentów, którzy przybyli do Rzymu na studia i przystąpili do "wyścigu szczurów" - wyjaśnia prof. Stempin. Również Frederic Martel mówił "Kulturze Liberalnej", że homoseksualiści w Kościele nie są grupą jednolitą. Autor "Sodomy" wskazywał jednak na inny podział: jego zdaniem część księży z tej grupy zachowuje celibat, inni mają sporadyczne kontakty seksualne, jeszcze inni mają stałych partnerów. Prof. Stempin przyznaje, że w Kościele liczba homoseksualistów jest dosyć spora, choć na ten temat nie ma oczywiście szczegółowych badań. - Badania na ten temat są głównie szacunkowe, nie wiemy, na ile są wiarygodne. Jeżeli w społeczeństwie liczba homoseksualistów nie przekracza kilku proc., to w Kościele miałoby to być powyżej 20, a nawet powyżej 30 proc. To są oceny szacunkowe, które pochodzą od "insiderów" (od osób z wewnątrz Kościoła - red.). Zobacz również: Prof. Obirek: polski Kościół to skamielina, która musi umrzeć "Mafia lawendowa" a ukrywanie pedofilii W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" autor "Sodomy" wskazywał: - Księża pedofile mogą szantażować przełożonych, którzy żyją w stałych, hetero- lub homoseksualnych związkach, ujawnieniem ich sekretów - ocenił. Na to, że "lawendowa mafia" jest jednym z elementów zmowy milczenia w Kościele, wskazywali też w filmie "Zabawa w chowanego" ks. Isakowicz-Zaleski i Tomasz Terlikowski. Tak tłumaczyli to również Marek i Tomasz Sekielscy. Mówiąc o przypadkach tuszowania pedofilii w Kościele, prof. Stempin twierdzi, że "wyjaśnienie pedofilii w Kościele poprzez istnienie »lawendowej mafii« i nieformalnych powiązań homoseksualnych zakładałoby, że spora część biskupów ma skłonności homoseksualne i to ona kryje księży pedofilów. To jest statystycznie niemożliwe (według raportu John Jay College of Criminal Justice z 2012 r. 30 proc. wśród księży katolickich to homoseksualiści - red.), a pedofilię wśród podwładnych kryją biskupi niezależnie od tego, czy mają orientację homoseksualną, czy heteroseksualną". - Biskupi kierują się dobrem korporacyjnym instytucji, w tym przypadku reprezentującej porządek prawdy objawionej, transcendentalny, i obawiają się jej desakralizacji - powiedział w rozmowie z Onetem. - Widzimy teraz, na tle ujawnień kolejnych przypadków księży z deliktem pedofilskim, że biskupi, których absolutnie nie przypisalibyśmy do "lawendowej mafii" - i to nie tylko w Polsce - a którzy kierowali się dobrem korporacji, dopiero teraz, pod presją opinii publicznej mają odwagę walczyć z pedofilią we własnych szeregach, bo rozumieją, że mimo wszystko obrona za wszelką cenę bardziej szkodzi Kościołowi, niż przyznanie się do deliktu - dodał. Prof. Stempin zastrzega też, że tuszowanie pedofilii nie może być wyjaśnione skłonnością homoseksualną duchownych, "tylko możliwościami, jakich nie posiada żadne inne środowisko". - Kościół dysponuje dwoma fundamentalnymi kanałami umożliwiającymi krycie pedofilii duchownych - to własna jurysdykcja, niezależna od cywilnego wymiaru sprawiedliwości, a także sieć "bunkrów", czyli parafii, rozsianych po całym świecie. Przerzut księdza pedofila jest możliwy nie tylko z parafii do parafii w obrębie jednego kraju, ale i z kontynentu na kontynent. Porównywanie pedofilii duchownych z jakimikolwiek innymi środowiskami jest więc ułomne - ocenia. Prof. Stempin dodaje też, że "nie ma badań, na które rzekomo powołują się konserwatyści, a które dokumentowałyby związek przyczynowo-skutkowy między homoseksualizmem a pedofilią. Tak jak nie ma takiego związku między heteroseksualną orientacją a gwałtem seksualnym". - Większy związek przyczynowy zachodzi między seksualnie niedojrzałym księdzem, który swoją seksualność, także homoseksualność, postrzega represyjnie - mówi. Czy w Kościele istnieje "homolobby"? Obok pojęcia "lawendowej mafii" często powtarzającym się określeniem w dyskusji o Kościele jest "homolobby", które rzekomo ma istnieć wśród katolickich hierarchów. Frédéric Martel w swojej książce oceniał: "Na podstawie setek wywiadów zrealizowanych na potrzeby tej książki doszedłem do wniosku, że lobby w ścisłym znaczeniu tego słowa nie istnieje. Gdyby taka swoista masoneria rzeczywiście działała, musiałaby lobbować w jakimś konkretnym celu, w tym wypadku na rzecz promocji homoseksualistów. W Watykanie nic takiego się nie dzieje, a gdyby takie lobby istniało, to nie byłoby godne tego miana, ponieważ większość homoseksualnych kardynałów i duchownych w Stolicy Apostolskiej zasadniczo działa przeciwko interesom gejów". Podobnie wypowiadał się w książce Martela Francisco Lepore. – Sądzę, że mówienie o lobby gejowskim w Watykanie jest błędem. (...) Zakładałoby to istnienie jakiejś struktury władzy, która w tajemnicy działałaby w jakimś celu. To niemożliwe i absurdalne. Rzeczywistość jest taka, że w Watykanie większość osób to homoseksualiści i większość ma jakąś władzę. Ze wstydu, strachu, ale też z uwagi na własną karierę ci kardynałowie, arcybiskupi, księża chcą chronić swoją władzę i sekretne życie. Osoby te nie mają najmniejszego zamiaru robić czegokolwiek dla homoseksualistów. Okłamują innych, a czasem też siebie. Ale nie ma żadnego lobby - mówił. Martel oceniał, że w Kościele "homoseksualizm z jego licznymi podziemnymi zażyłościami ma strukturę kłącza". "Posiadający własną dynamikę homoseksualizm czerpiący energię z jednej strony z pożądania, a z drugiej z tajemnicy łączy między sobą setki księży i kardynałów w sposób wymykający się wszelkim hierarchiom i klasyfikacjom. Ta porozgałęziana, dynamiczna i przeobfita sieć stwarza okazję do niezliczonych, wielokierunkowych kontaktów (...) a wszystko to bez możliwości ustalenia ani rozszyfrowania z zewnątrz przyczyn, kierunków i powiązań". Zobacz również: Ks. Wojciech Lemański dla Onetu: postawić tamę homolobby w Kościele Benedykt XVI: taka zbiorowość została rozwiązana. Franciszek: nie znalazłem nikogo z identyfikatorem "gej" Co o rzekomym homolobby w Kościele i jego wpływach mówili papieże? Benedykt XVI stwierdził, że istniała jedynie niewielka tego typu grupa hierarchów, która została rozbita w czasie jego pontyfikatu. - Doniesiono mi o takiej zbiorowości, która wkrótce została rozwiązana. Wspomniano o tym w raporcie komisji trójstronnej, która ustaliła istnienie jednej grupy liczącej cztery czy pięć osób. Czy coś znowu się tworzy, tego nie wiem. W każdym razie nie jest tak, że te sprawy się mnożą - powiedział papież emeryt w rozmowie z Peterem Seewaldem, która opublikowana została w książce "Ostatnie rozmowy". Franciszek do tej kwestii odniósł się natomiast w czasie jednej z rozmów z dziennikarzami, jakie odbywa, podróżując samolotem. - Jak dotąd nie znalazłem w Watykanie nikogo, kto by przedstawiał się z identyfikatorem "gej". Mówią, że tacy są. Sądzę, że jeśli ktoś znajduje się w obliczu osoby o takiej orientacji, musi odróżnić fakt homoseksualizmu od uprawiania lobbingu, bo wszelkie lobbowanie nie jest dobre. Lobbowanie na rzecz homoseksualizmu jest złem. Jeśli ktoś jest homoseksualistą, poszukuje Pana Boga, ma dobrą wolę, kimże ja jestem, aby go osądzać? (...) Problemem nie jest posiadanie tej skłonności, nie - musimy być braćmi. To jedna kwestia, inną jest natomiast lobbing, zarówno lobbing biznesowy, polityczny czy lobbing masoński - ocenił. (pmd) A tutaj mój artykuł sprzed 6 lat Dlaczego ludzie odchodzą od kościoła? – Część pierwsza Post navigation

księża są jak samoloty